Wspomnienia z pierwszych warsztatów ikonopisania na Laboratorium Tradycji

63667_182385381775691_640944_n

 

Pierwsze prowadzone przeze mnie i moją Grupę warsztaty pisania ikon na Warmii odbyły się w 2010 r. Odtąd każdego roku spotykamy się przy Ośrodku Teatru Węgajty. Spotkania są częścia projektu Laboratorium Tradycji. Spotykają się na nich adepci ikonopisania i spiewu bizantyjskiego. Ci drudzy zatapiają się w chorały gregoriańskie i muzykę bizantyjską. Pracy sprzyja piękna warmińska przyroda oraz klimat tamtejszych wiosek, do których przenioslo sie z miast wielu niezwykle barwnych ludzi.

Poniżej zamieszczam wspomnienia z pierwszych warsztatów w tym wyjatkowym miejscu:

WSPOMNIENIA Z PRACOWNI IKONY W WĘGAJTACH  - LATO 2010

Koncepcja warsztatów

Schola Teatru Węgajty zaprosiła nas, tzn. Grupę Agathos, do otwarcia przez kilka dni pracowni ikony w Ośrodku Teatru Węgajty na Warmii. Działania miały odbywać się w ramach Laboratorium Tradycji 2010, a koncentrować na tradycji bizantyjskiej.

Postanowiliśmy pracować nad ikoną Pantokratora, w wersji przedstawiającej Oblicze Zbawiciela.

W tym samym czasie, w drugim pomieszczeniu, zaplanowane zostały warsztaty śpiewu bizantyjskiego (Irmologion Supraski). Takie połączenie miało umożliwić głębsze wejście w tradycję i sztukę tego kręgu kulturowego.

Przygotowania

Pod koniec czerwca wyruszyliśmy w drogę do Węgajt. Po ok. trzech godzinach drogi, zgodnie ze wskazaniami mapy, skręciliśmy w polną drogę. Jechaliśmy tak pewien czas rozkoszując się widokiem ukwieconych łąk ścielących się na pagórkowatym terenie. Wokół cisza, przestrzeń, domy rozrzucone daleko od siebie. Trochę zadziwiała nas droga do znanego przecież teatru – staraliśmy się zgadywać, która z polnych dróg jest główniejsza, a która bardziej podrzędna. Zaczęliśmy wyglądać drogowskazu – w końcu Maria zauważyła malutką tabliczkę ukrytą w liściastym drzewie, która wskazywała, że należy skręcić w prawo. Zrozumieliśmy, że dalsza droga przypominać będzie grę w podchody :)

Po pewnym czasie naszym oczom ukazały się zabudowania teatru – stara poniemiecka stodoła z pięknej czerwonej cegły. Przed budynkiem autentyczny wóz cygański.

Wewnątrz ta przerobiona nieco budowla ma dwa główne pomieszczenia – salę teatralną i klepisko. Pierwsze z nich przewidziane zostało jako miejsce warsztatów muzycznych, drugie miało zostać zamienione na kilka dni na naszą pracownię. Najpierw jednak zabraliśmy się do pracy przy montowaniu wystawy ikon naszych, tzn. Grupy Agathos i współpracującej z nami Małgorzaty Dżygadło-Niklaus ze Scholi Teatru Węgajty. Wystawa umiejscowiona została w sali teatralnej. Po pierwszych przymiarkach postanowiliśmy na wschodniej ścianie stworzyć namiastkę ikonostasu.

W pracowni

Następnego dnia rozpoczęliśmy warsztaty. Uczestnicy, po wysłuchaniu informacji na temat geometrii ikony, rozpoczęli pracę nad szkicem. Drugiego dnia, po korektach, nadeszła pora na pracę przy desce – szlifowanie, złocenie szlagmetalem. Na tak przygotowanym podobraziu można było już przystąpić do części zasadniczej, czyli malowania. Planowaliśmy malować tradycyjną techniką tempery jajecznej. Jajka obiecała nam dostarczać mieszkająca w pobliżu Ola. Oczywiście nieodzownym elementem był pokaz robienia medium. Poszłyśmy z Kasią do kuchni przygotować wszystko, co potrzeba. Wcześniej położyłyśmy na stole jajko. Przychodzimy, a tu… jajka nie ma… Wszczęłyśmy poszukiwania. Nasze głosy usłyszała dziewczyna, która czytała książkę w sieni. – Widziałam – powiedziała – jak wszedł do kuchni śpiewak i jak zobaczył jajko, to je wypił… No cóż nie od dziś wiadomo, że surowe jajko dobrze robi na głos:) Mieliśmy na szczęście jajko w zapasie.

Uczestnicy pracowni przystąpili do nakładania warstw podstawowych, a następnie stopniowego rozjaśniania wizerunku. Co jakiś czas można było usłyszeć głos radości, gdy postać zaczynała wyłaniać się z ciemności i nabierać wyrazu.

Któregoś dnia przyszedł do pracowni młody Czech, który prowadził w pobliżu warsztaty teatralne z dziećmi. Poprosił, abym coś dzieciom o ikonach opowiedziała.

-              Z czym Wam się kojarzy ikona? – zapytałam.

-              Z komputerem – odpowiedziały zgodnie dzieci.

Po krótkim wprowadzeniu w tematykę ikony zapytałam:

-              Czy macie jakieś pytania?

-              Tak – powiedział chłopiec. – Dlaczego Pan Jezus ma napisane na aureoli WON?

Modlitwa

Wieczorami w świat ikony wprowadzał nas swymi wykładami o. Aleksander Jacyniak SJ.

Dzięki niemu też mogliśmy uczestniczyć w porannych Mszach św. Odprawiane były one w jednym z pomieszczeń gospodarstwa agroturystycznego, w którym mieszkaliśmy. Siedzieliśmy wokół długiego stołu, tego samego, przy którym Ojciec sprawował Liturgię. Natychmiast wyobraźnia podsuwała widziane kiedyś obrazy Ostatniej Wieczerzy…

Każdy dzień pracy rozpoczynaliśmy modlitwą – najpierw wspólnie z muzykami śpiewając m.in. modlitwę do św. Andrieja Rublowa, a później już w pracowni odmawiając krótką Modlitwę Ikonopisa. Uczestnikami obydwu warsztatów były zarówno osoby wyznania rzymskokatolickiego, greckokatolickiego jak i prawosławnego. Pewnego wieczoru zawitał do nas prawosławny ksiądz z Olsztyna. Batiuszka przed naszym symbolicznym ikonostasem odprawił wieczernię. Słowa kapłana, dym kadzideł, piękne śpiewy naszych współwarsztatowiczów, ikony, światło świec –nagle stara stodoła zamieniła się w świątynię. Było to dla mnie ogromne przeżycie.

Ostatni wieczór

Ostatni wieczór pomyślany został jako uroczysta prezentacja tego, co przez ostatnie dni robiliśmy. Zaproszeni zostali goście z zewnątrz.

Po południu zabraliśmy się do sprzątania. Dziewczyny zamiatały, a Jin – towarzysząca nam miejscowa psina – chyba też postanowiła się włączyć do pracy, bo z zaangażowaniem znosiła do sieni wielkie gałęzie i kije:)

Zaczęli schodzić się pierwsi goście. Przed wozem cygańskim siedział Sergiej, ubrany w ukraińską koszulę, i grał na lirze korbowej. W środku Basia akompaniując sobie na dawnym instrumencie zwanym suką, śpiewała starą pieśń o tym jak św. Łukasz pisał ikonę. Później nastąpił koncert śpiewaków i prezentacja naszej wystawy, która w międzyczasie poszerzyła się o ikony powstałe w pracowni.

Po części oficjalnej przenieśliśmy się na klepisko. Tam czekała na nas pyszna kolacja (niezapomniany pasztet wegetariański z kurkami). Później zaczęła grać kapela, a Monika uczyła tańców korowodowych. Chętnych do tańca było wielu – jedni wyglądali, jakby od dawna ćwiczyli pląsy, innym muzyka w tańcu nie przeszkadzała. Ale wszyscy świetnie się bawili.

Zmęczeni, ale radośni wróciliśmy na ostatni już nocleg.

Ewa Grześkiewicz

 

 

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>